Bez kategorii

Czy historia ponownie zatoczyła pełne koło ? Muzeum II Wojny Światowej pokazało jakie działania podejmowano podczas wojny w ramach “małego sabotażu”. Jednym z podejmowanych działań była satyra. Jaka była jej rola?

Już od czasów antyku wiadomo, że satyra może być groźną bronią słabszych, uciemiężonych wobec silniejszego przeciwnika. Przez wieki celne żarty wykpiwały przywary nieprzyjaznych zwycięzców i łagodziły lęk pokonanych. Wagę parodii czy pastiszu, pomimo ich gatunkowej „krotochwilności” doceniali wielcy twórcy. Juliusz Słowacki w dramacie „Lilla Weneda” pisał:

…śmiech ludzki jest zabójczą bronią,
Więcej on strącił koron z głów posępnych,
Niż ci się zdaje: o! śmiech to gadzina,
Która się w sercu wyśmianego kryje
I tam go kąsa, kąsa, do krwi kąsa,
Aż wreszcie siły w człowieku omdleją
I powie sobie: Jestem zwyciężony.

Nic więc dziwnego, że w czasie II wojny światowej nasi rodacy znów sięgnęli po ten groźny oręż. Był on ważnym uzupełnieniem akcji partyzanckich, dywersyjnych czy wywiadowczych. Satyra, humor, dowcipy miały niesamowity zasięg oddziaływania, w krótkim czasie docierały do szerokich rzesz polskiego społeczeństwa.

Satyra nie zabija, to prawda, ale za to kłuje, i to kłuje dokuczliwie. Działa jak piasek sypnięty w oczy, jak ukłucie komarów lub os, jak drzazga wbita pod paznokieć.

Znów, jak wielokrotnie w dziejach satyra spełniała w czasie okupacji swą podstawową rolę: przynosiła pocieszenie i dawała nadzieję. Humor i dowcip był przeciwwagą dla dramatycznej okupacyjnej codzienności. Akcje „małego sabotażu” miały na celu podtrzymanie morale Polaków, wzmocnienie wiary w ostateczne zwycięstwo. Były tym samym pozytywną propagandą, zapowiadającą ostateczny upadek Niemiec, mimo ich tymczasowych sukcesów. Z kolei wykpiony okupant miał poczuć, że nie przejął jeszcze do końca władzy i z całą pewnością nie zgasił ducha oporu w polskim narodzie. Stąd różnorodne działania mające na celu m.in. wykpiwanie polityki okupanta.

Czasy się zmieniły i ponownie, jak w wiekach minionych wielką wagę humoru, satyry – ku pokrzepieniu serc – dostrzegli współcześni twórcy, a przede wszystkim kabareciarze, którzy uznali, że śmiech – zdrowa, wesoła pogarda dla „ciemiężyciela” – to pierwsza oznaka siły ciemiężonego.
Bo ten zwycięży, który się śmieje,
rozpacz to dzisiaj okropny grzech,
dla tych, co zawsze mieli nadzieję,
brzmi twój przekorny, zwycięski śmiech.

I o ironio po ubiegłotygodniowym występie w Koszalinie Kabaretu Neo-Nówka, taki śmiech rozlał się po całym kraju.

Występ kabaretu, szeroko rozszedł się w mediach ze względu na jego kontrowersyjny wydźwięk i krytykę partii rządzącej. Skecz przedstawia scenę kłótni ojca z synem na temat poglądów politycznych. Syn w dość dosadny sposób wypunktował największe „grzechy” PIS-u oraz krytycznie odniósł się do ojca popierającego tę partię polityczną. Do sprawy odniósł się także Roman Żurek w wywiadzie z portalem wyborcza.pl:

Balon emocji jest już tak nadmuchany przez to, co dzieje się w naszym kraju, że ludzie po prostu potrzebowali czegoś takiego. I nie dają rady. Potrzebowali, żeby ktoś powiedział to, co mówi się na co dzień w ich domach. Nasze wigilie po prostu tak wyglądają. Jesteśmy podzielonym społeczeństwem, mocno spolaryzowanym, nie potrafimy się komunikować ze sobą ani rozmawiać. Występ kabaretu Neo-Nówka w Koszalinie zachwycił wielu widzów, którzy dzielą się nagranymi fragmentami skeczu z sobotniej imprezy. Polsat milczy, a w mediach społecznościowych wrze, bo tak ostrej satyry na rząd i szyderstwa z wyborców PiS/widzów TVP dawno nie było w ogólnodostępnej telewizji.

Tymczasem „ludzie władzy” przystąpili do atakowania kabareciarzy jakby zapomnieli o popularnym przysłowiu „ prawdziwa cnota krytyk się nie boi”. Pamiętamy jak upadająca komuna zwalczała Jana Pietrzaka, który w kabaretach  jawnie szydził z tamtej władzy. Atak na jego osobę nic komunie nie dała. Komuna upadła.

Czy historia się powtarza i wkrótce upadnie obecna władza ?

Mieszkańcy Polski są dla tej władzy bezlitośni i ponad 80% uznaje, że Neo-Nówka w swoim skeczu powiedziała szczerą prawdę.