Bez kategorii

Czy 490 złotych za brak odpowiedzi na wniosek o udzielenie informacji publicznej to dużo? Nowy sposób łatwego i legalnego zarobku ?

Przy okazji pisania o łamaniu prawa przez burmistrz Kocembę poprzez nie udzielanie informacji na zapytania o informację publiczną,  natknąłem się na ciekawy przypadek dotyczący tych spraw.

„ Kobieta spod Krakowa wysyła do szkół w całym kraju listy szczegółowych pytań o zakup pomocy, podróże nauczycieli, zużyte składniki majątku itd. Potem wystawia rachunki za zignorowanie jej maili.

„W związku z art. 61 Konstytucji RP mam pytanie dot. informacji publicznej…” – tak zaczyna się mail rozsyłany do szkół w całym kraju. Nadawca: „ewunia.gie”. Nie brzmi poważnie. Być może dlatego w wielu szkołach nikt maila nawet nie otworzył. Tym bardziej że wysłano go w czasie ferii. I jeszcze dlatego, że wpadał do spamu. Gdyby ktoś jednak otworzył wiadomość, przeczytałby 16 pytań. O opłaty za media w roku szkolnym 2015 i 2014. O koszty utrzymania budynku szkoły i zakupu wyposażenia. O wydatki na dokształcanie nauczycieli, zakup pomocy naukowych i książek do biblioteki szkolnej. Nadawcę interesuje liczba przetargów, zbędne i zużyte składniki majątku ruchomego oraz liczba wszystkich uczniów. Jedno z pytań brzmi: „Czy gimnazjum przekazało darowizny na WOŚP w 2016 r. i w 2017 r.?”. W kolejnym punkcie jest prośba: „Proszę o przedstawienie wykazu postępowań sądowych w których uczestniczyło gimnazjum, a które zakończyły się w okresie od 05.03.2012 do dnia złożenia tego wniosku, ze wskazaniem rozstrzygnięcia które zapadło”. Nadawca chce znać wysokość nagród i premii dla pracowników, prosi o listę podróży zagranicznych nauczycieli (z podaniem miejsca podróży, czasu jej trwania, celu i kosztów). Zapytuje też o nazwiska zatrudnionych, ich wykształcenie i miesięczne wynagrodzenie brutto. „Dziękuję i przepraszam za kłopot. Pozdrawiam”. Podpis – imię Ewa, nazwisko na literę G.

Mail w spamie

Wychodzi na to, że „ewunia” uwzięła się na Łódź. A konkretnie – na łódzkie gimnazja. Bo tu aż 21 placówek uszczęśliwiła swoim zapytaniem.
– Szkoły dostają wiele różnych wiadomości, urzędowych i reklamowych. U nas nikt nie zwrócił na mail uwagi, nikt nie odpowiedział – opowiada Sławomir Wołczyk, dyrektor Gimnazjum nr 3.
W skrzynce Publicznego Gimnazjum nr 1 mail od ewuni.gie wylądował w spamie.
– Dopiero kiedy przyszło do nas powiadomienie, że ktoś skierował sprawę do sądu administracyjnego i domaga się pieniędzy, bo nie odpowiedzieliśmy na jakiegoś maila, zaczęliśmy szukać w folderze ze śmieciowymi wiadomościami – opowiada dyrektor Bogusław Olejniczak.

W Publicznym Gimnazjum nr 8 mail również umknął uwadze pracowników. Dyrektor placówki Ilona Szmatowicz dziwi się:
– Dlaczego tak ważne pismo zostało wysłane pocztą elektroniczną? Jeśli te zapytania są wysokiej rangi, to dlaczego nikt nie pofatygował się do nas osobiście? Nie wysłał tego listem poleconym? Dlaczego nie zażądał potwierdzenia odbioru? Przecież nawet w poczcie elektronicznej jest taka możliwość.
Informację o skardze na bezczynność dyrektor Szmatowicz otrzymała już pocztą tradycyjną i za potwierdzeniem odbioru.
Zaczęła dzwonić do znajomych dyrektorów z pytaniem, czy przypadkiem i do nich nie dotarło 16 pytań od Ewy G. Potwierdziło 21 dyrektorów. Jedni maila otworzyli i zamknęli, inni zignorowali, jeszcze inni automatycznie usunęli wiadomość z niepoważnego adresu. I wszyscy dostali – już tradycyjną pocztą – informację, że nadawczyni domaga się od nich 490 złotych, bo na pytania nie odpowiedzieli.
Dyrektorzy, już po uważnym przeczytaniu maila, zgłaszają swoje wątpliwości. Szmatowicz: – Z punktu widzenia prawa nie możemy podać zarobków nauczyciela. Dyrektora owszem, ale nie nauczyciela ze wskazaniem imienia i nazwiska. Ktoś nas po prostu próbował podejść. Wołczyk: – Zaniepokoiła mnie szczegółowość zadawanych pytań. Moim zdaniem niektóre wykraczają poza ustawę o dostępie do informacji publicznej albo są źle formułowane. Na przykład pytania o opłaty. Ta pani pyta o rok szkolny, a przecież płacimy za rok kalendarzowy, więc i tak nie moglibyśmy precyzyjnie odpowiedzieć.
Szmatowicz: – Te maile wyglądają nam na próbę wyłudzenia.

Ustawa to ustawa

Dyrektorzy łódzkich gimnazjów skrzyknęli się i poszli po pomoc do wydziału edukacji. – Biorąc pod uwagę okoliczności sprawy, można tu mówić o nadużyciu prawa o dostępie do informacji – mówi Janusz Jedlina, który zajmuje się obsługą placówek oświatowych w Łodzi. Zdradza, że w wydziale edukacji prawnicy intensywnie pracują nad tym, co zrobić, aby szkoły nie musiały płacić „ewuni”.

O mailach słyszymy także w warszawskim magistracie, bo napływają zgłoszenia o kolejnych szkołach w mieście, które mają płacić za brak odpowiedzi. – Docierają do nas informacje, że maile dostają placówki w całej Polsce – mówi Agnieszka Kłąb z biura prasowego. – My z mailami nie walczymy, bo to nie ma sensu. Ustawa to ustawa. Przestrzegamy nasze szkoły, żeby maili nie ignorowały, żeby przeszukiwały swoją pocztę, także spam, i w miarę możliwości odpowiadały na wszystkie zadawane pytania.

Trzeba było odpowiedzieć

Pod skargami, które są przesyłane do szkół, podpisany jest radca prawny Bartłomiej Marzec z Krakowa, który reprezentuje autorkę maili. – Potwierdzam, że moja klientka wysyłała zapytania do instytucji w całym kraju. Jest na przykład Łódź, Warszawa, Gdańsk czy Częstochowa. Takich maili było bardzo dużo, ale nie mogę zdradzić ile. To ja zgodnie z obowiązującym prawem przygotowywałem skargi, które zostały wysłane do szkół, które uchylały się od ustawowego obowiązku przekazania informacji osobie pytającej.

Czy nadawczyni chciała, jak podejrzewają w szkołach, zarobić na swoich mailach? – pytamy.
– Gdyby się nad tym głębiej zastanowić, to rozumiem, że poszła taka plotka. Gdybym był dyrektorem szkoły, też bym pewnie podjął takie podejrzenia – wzdycha Marzec. – Tyle że praca prawnika przygotowującego skargi też kosztuje. Nie wydaje mi się, aby mojej klientce opłacało się rozsyłać maile dla pieniędzy.

Dlaczego więc rozsyła? Może to prowokacja, sprawdzenie, jak instytucje przestrzegają prawa? – drążymy.
– Nie mam uprawnień, aby informować, w jakim celu moja klientka to robiła, choć ten cel dobrze znam. W moim odczuciu z jej strony zdecydowanie nie jest to nadużywanie prawa dostępu do informacji publicznej. Ona korzysta ze swojego obywatelskiego prawa i tyle.
Mecenasa zaskakuje poruszenie, jakie maile od jego klientki wywołały u adresatów. – Wystarczyło odpowiedzieć. Wtedy problemu by nie było – ucina.

Mamy spory odwrót od jawności

Pozarządowe Centrum Dostępu do Informacji Publicznej i Klinika Dialogu postanowiły sprawdzić, czy publiczne instytucje przestrzegają zapisów ustawy o dostępie do informacji publicznej. W wydziale edukacji w Rzeszowie dobrze pamiętają, jak siedem lat temu Centrum i Klinika przeprowadziły u nich eksperyment. Jako fikcyjna postać, przeciętny obywatel Arkadiusz Sprzęga, obie instytucje wysyłały m.in. do szkół i szpitali w całym kraju serię pytań. Szkoły wypadły fatalnie – tylko 7 proc. odpowiedziało na listy.
– Wtedy chodziło o zbadanie świadomości instytucji w zakresie informacji publicznej. Okazało się, że dyrektorzy nie do końca mieli świadomość, czym jest ta informacja – komentuje pracownik wydziału edukacji w Rzeszowie.

Szymon Osowski, prawnik z Centrum Dostępu do Informacji Publicznej, uważa, że przez lata nic się na dobre nie zmieniło. Dlatego powódź maili od „ewuni gie” ani go nie dziwi, ani nie oburza. Złości go natomiast postawa dyrektorów szkół.

Pokazują, że nie rozumieją, jak ważne w demokracji jest prawo do informacji – mówi. – A ono pozwala sprawdzić, jak lokalne władze wydają publiczne pieniądze. Nawet Europejski Trybunał orzekł, że dostęp do informacji publicznej jest prawem człowieka. W ostatnim czasie mamy spory odwrót od jawności i bardzo nad tym ubolewam. Są już niepokojące orzeczenia sądów na przykład o tym, że obywatele nie mają prawa do informacji, kto wchodzi lub wychodzi z ministerstwa. Idąc tym tropem, możemy doprowadzić do sytuacji, że rząd będzie działał bez kontroli publicznej!

Pytania do pytającej

Zgodnie z ustawą z 2002 roku każdy obywatel ma konstytucyjne prawo (art. 61 Konstytucji RP oraz ustawa o dostępie do informacji publicznej) do zadawania pytań instytucjom publicznym. Za nieuzasadniony brak odpowiedzi grozi grzywna, a nawet roczny pobyt w więzieniu.
– „Każdy” oznacza dokładnie to, co oznacza – podkreśla Osowski.
– Nawet jeśli ktoś napisze do instytucji anonimowego maila, powinien dostać na niego odpowiedź. A szkoły, zamiast protestować, szukać furtek i wytłumaczeń, że ktoś chce na nich zarobić, powinny się cieszyć, że ta pani nie składa na nich doniesienia do prokuratury. Bo nieudzielenie odpowiedzi na pytania to przestępstwo.

– To eksperyment czy próba wzbogacenia? – zadajemy pytanie autorce maila. Ewa G. w listach do szkół podała adres podkrakowskiej wsi w gminie Kozłów. Udaje nam się dodzwonić do innej mieszkanki wsi. Potwierdza, że Ewę G. zna, ale nie widuje zbyt często. Nie wie także, czym kobieta się zajmuje. Obiecuje przekazać nasz numer telefonu G. i poprosić ją w naszym imieniu o kontakt. G. nie dzwoni. Piszemy maila z informacją, że przygotowujemy tekst.

„Czy zechce pani porozmawiać?” – pytamy.

Ewa nie odpowiada.

Internet mówi o niej, że zasiada w zarządach dziesięciu firm: osiem mieści się w Krakowie, sześć pod tym samym adresem. Członkiem zarządu jednej z tych firm jest radca prawny, który pośredniczy między Ewą G. a szkołami. Żadna z firm nie ma strony internetowej ani profilu na Facebooku. Brak tam numerów kontaktowych i adresów e-mail. Jedyny numer telefonu jest niedostępny – za każdym razem włącza się poczta głosowa.”

Cały tekst artykułu pobrałem ze strony wyborcza.pl. Cytując ten artykuł nie namawiam do naśladowania tej Pani, ale chciałem wykazać, że decydenci ignorując zadane pytania w ramach informacji publicznej narażają się na poważne konsekwencje za brak odpowiedzi na te zapytania.

 

hk
05.02.19